29.08.2012

3.Głupota ludzka może wiele zmienić.

Obudziłam się późnym rankiem z bólem karku. Nie umiałam wczoraj długo zasnąć. Jeszcze chłopaki tak się trzaskali i głośno rozmawiali jak wrócili, że myślałam że wyjdę z siebie, stanę obok i zobaczą moje drugie ja. No przecież widzieli że już spałam, wszystko było zgaszone, cichutko. Banda imbecyli. Odwróciłam się na drugi bok i przede mną ukazała się śpiąca twarz Tai'ego. Patrzyłam na niego chwilę i stwierdziłam, że on nawet w 0,5 % nie jest do mnie podobny. Inne rysy twarzy, inna karnacja i my jesteśmy rodzeństwem? No cóż, najwidoczniej tak. Głośno wypuściłam powietrze z ust. Podniosłam się i wyszłam z łóżka. Na nagie ramiona, zarzuciłam bluzę. Zabrałam ubrania i cichaczem wyszłam z pokoju. W całym domu było cicho jak makiem zasiał, czyżby wszyscy poszli w ślady Tai'ego? Po wyjściu z ubikacji, zeszłam do kuchni. Zauważyłam tam Shikaku. Siedział na krześle mieszając płatki z mlekiem. Był jakiś dziwny, taki zawiedziony.- Oho! - pomyślałam. - To jest to, teraz mi już się nie wymkniesz od odpowiedzi. - Gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnęłam się miło a on odwzajemnił gest. Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek po czym rozczochrałam mu, już i tak w nie ładzie, dredki. Postanowiłam, że też zrobię sobie płatki. Usiadłam na krześle obok niego. Niezręczna cisza towarzyszyła nam przez jakieś 10 minut.

- Jak tam na imprezie? - Postanowiłam przerwać.

- Impreza jak każda inna. Głośna muzyka, laski, piwo. - Powiedział bez żadnych emocji.

- Ech... - Coś mi się wydaje, że będzie ciężko. Ale nic, brnę dalej. Nie dam się tak szybko zbyć. - Postanowiłam, że zapytam prosto z mostu, z grubej rury.

- Shikaku – Popatrzyłam na niego – Co Wy przede mną ukrywacie ?  

Przestał mieszać w półmisku, głośno westchnął. Odłożył łyżkę, uchwycił moją dłoń i spojrzał mi głęboko w oczy. - Aha! - Czułam, że już za chwilkę dowiem się o co chodzi. Moja chora ciekawość zniknie, wraz z jego odpowiedzią.

- Słuchaj. - Przerwał moje przemyślenia i ciągnął dalej. - W chwili obecnej nie mogę Ci nic zdradzić, to jest dla nas zbyt ciężkie. Nie wiemy jak Ci to mamy powiedzieć. Z resztą jeszcze nic nie jest pewne, więc nie chcę zapeszać.

 - Ale co takiego? Dlaczego nie chcecie powiedzieć mi czegoś, o czym już wiecie? - Zapytałam pomimo jego poprzedniej odpowiedzi. - O co tutaj chodzi? Przecież mi mogą wszystko powiedzieć i, kurde powiedzieli Tai'emu, temu dużemu dziecku, a nie chcą powiedzieć mi? To nie fair!

- Po prostu obawiamy się jaka może być Twoja reakcja, na to, co mamy Ci do powiedzenia. Chcemy wybrać lepszy moment. Niczego się nie bój, wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. - Powiedział po czym puścił moją dłoń. Posprzątał za sobą i całując mnie w policzek wyszedł z domu krzycząc, że wróci wieczorem. Nic na to nie odpowiedziałam. Siedziałam jak zamrożona. Do cholery o co im może chodzić?! Po tej rozmowie moja ciekawość miała zostać zaspokojona a tu jeszcze bardziej się napaliłam aby poznać ten ich sekret, którego nie chcieli mi na razie ujawnić. Z jednej strony miałam im za złe, że tak mnie oceniają, że niby co? Popadłam by w jakąś histerię? No proszę Was, nie przesadzajmy. No ale, z drugiej strony nie dziwię im się. Najwidoczniej chcą mi to powiedzieć tak żebym to zrozumiała. Ech... To wszystko mnie przerasta. Jak dobrze, że za niedługo już wakacje, jejku nie mogę się ich doczekać. W końcu przyjedzie mnie odwiedzić mój stary kolega – Naruto. Nie wytrzymuję już tu.

- Chcę z kimś pogadać, czy o tak dużo proszę! - Krzyknęłam na całe gardło.

- Siostra, jak chcesz pogadać to zrób mi śniadanie i choć przed telewizor. Pogadamy. - Szybko odwróciłam głowę i zobaczyłam jak zielonooki wchodzi do kuchni. Ze zrezygnowaniem, głośno wypuściłam powietrze z ust, po czym odpowiedziałam.

- Nie mam zamiaru rozmawiać z na pół pijanym chłopakiem, a o śniadaniu możesz zapomnieć. Masz ręce, to do roboty.

- Na pół pijanym?! Gdzie? Z której strony? Kobieto jestem czysty jak łza. - Powiedział chwijnym krokiem wchodząc do pokoju.

- Ewentualnie masz małego kaca. - Do pokoju wszedł Tai, drapiąc się za tył głowy.

- Z tego co widzę, to wszyscy macie jeszcze niezłego kaca. - Opowiedziałam śmiejąc się złośliwie. Ci tylko popatrzeli na mnie z niechęcią i odpowiedzieli.

- Jak zaczniesz chodzić na takie impry jak my, to zaznasz tego uczucia.

- Już  my się o to postaramy. - Dokończył z szatańskim uśmiechem Tai, po czym przybili sobie tak zwanego „żółwika” i podeszli do lodówki.

- Z za rogu, wyszedł zaspany Manami i Tsukiko. Stanęli w drzwiach i patrzeli na nas. Czarnowłosy podszedł do mnie chwiejnym krokiem i „uwiesił” się mi na szyi.

- Siostrzyczko nasza kochana – Zaczął niewyraźnie. Od razu zaczęłam cicho chichotać. Zaraz poznałam, że ma w sobie jeszcze promile. Po czym? Z ust wydobywał mu się nie przyjemny zapach alkoholu, jego ciało się chwiało a mowa była tak niewyraźna jakby stracił zęby. - Masz w tym oto pięknym domu, pięcioro najwspanialszych chłopców pod słońcem – Coraz bardziej chciało mi się śmiać, już nie wytrzymywałam. Kto by pomyślał, że taki spokojny chłopak może się tak nawalić. - Tak więc jesteśmy w pełni otwarci na Twoje pogaduszki. - Powiedział po czym wyszczerzył zęby w moją stronę. Ciągle mu tylko przytakiwałam i maskowałam wybuch śmiechu. Oczywiście nie było mowy o jakiejkolwiek rozmowie, nie jeżeli on jest nawalony bardziej niż po sylwestrze.
- A więc jak będzie? Porozmawiamy?

- Oj, nie teraz braciszku. Pogadamy jak wytrzeźwiejesz. - Po czym wstałam, odsunęłam krzesło i posadziłam go na nim. Usiadł i z uśmiechem na twarzy patrzył się na mnie. Już po 5 minutach takiego gapienia się, zaczęło mnie to strasznie irytować. Ja sobie tutaj jem, a ten się ciągle patrzy z bananem na twarzy. Przysunął się do mojej twarzy i z naprawdę głupim wyrazem, przyglądał się. Tak jakby szukał czegoś na mojej twarzy. - Nie patrz na niego, nie patrz na niego! - Ale on tego chciał, chciał aby spojrzała na jego pokręconą buźkę. Skończyłam jeść płatki odłożyłam łyżkę i odsunęłam miskę. Przybrałam kamienny wyraz twarzy i spojrzałam mu prosto w oczy. Tkwiliśmy tak dłuższą chwilę. Nie mogłam dać za wygraną, nie mogłam się zacząć śmiać. To by wszystko zrujnowało. W kuchni wszystko ucichło. Pozostali bracia patrzyli się na nas, wyczekując kto pierwszy popuści. Zmrużyłam lekko oczy, on też. Musiało to wyglądać przekomicznie bo słychać było jak chłopaki śmieją się.

- Aaaaa! - Krzyknął jakby przerażony i szybko odsuną się ode mnie na tym krześle, które wydało okropny pisk. Był teraz może jakiś metr ode mnie i patrzył przerażony w moją stronę. Nawet na ułamek sekundy nie zmieniłam swojego wyrazu twarzy, dalej nie dawałam za wygraną, choć miałam już ją w dłoni bo przecież spanikował. 

 - Ty... - zaczął. - Co Ty masz w tych oczach?! One mnie normalnie przeszywały mnie, mnie od góry do dołu normalnie. - Mówił z słyszalnym przerażeniem w głosie. Moje usta wygięły się w szatański uśmieszek a twarz przybrała tajemniczy obraz. - Mam Cię! - Tak właśnie miało być, ja miałam wygrać. Gdyby stało się inaczej, nie dawałby mi spokoju. Ciągle by mi to wypominał, że jestem słaba w „spojrzenia”. Tak sobie nazwaliśmy tą hm... Grę, zabawę? Coś takiego. Oczywiście przeważnie wygrywałam, a już na pewno jak byli pod wpływem alkoholu.

- W moich oczkach kochaniutki... - Nie dane było mi dokończyć, dowiadując się tym sposobem bolącej i mimo wszystko realnej prawdy.

 - Ty, Ty masz w nich... Takie coś... Tego nie da się opisać... Taki smutek, żal, niezrozumienie i taką... Ym... Chęć mordu? - Mówił ciągle się zastanawiając na tym co powiedział. Zabolało, oj i to jeszcze jak. Uśmiech znikł mi z twarzy tak szybko jak się pojawił. Patrzyłam przed siebie w niewidzialny punk przez jakieś 2 minuty. Wszyscy stali nieruchomo, jakby bali się mojej reakcji. Każdy w tym pokoju wiedział że Manami przegiął, lecz wiedzieli też, że promile nie do końca z niego „uszły”. Postanowiłam to przerwać. Posprzątałam po sobie i szybkim krokiem udałam się do pokoju. 


***

- Ej, stary co Ty odpieprzasz?!. - Lekko krzyknąłem. Nie miałem zamiaru kryć rozdrażnienia. Jego głupota emanowała z niego.

 - No przecież to nic takiego, nic się nie stało.

 - Jak to nic?! Do cholery teraz wyszło, że oskarżamy ją za śmierć obojga rodziców! Człowieku przestań paplać gdy jesteś wcięty... - Nie wytrzymywałem już. Jak on tak może mówić nawet gdy jest po imprezie?! Ona nie jest niczemu winna. O nic ją nie obwiniamy, to nie jej wina. Każdy z nas mógł być na jej miejscu.

 - Ej, ej... Tai, spokojnie. Nie widzisz, że on wygląda gorzej niż wczoraj?

 - No i co z tego?! Teraz pójdziesz się ogarnąć i lecisz ją przeprosić. Rozumiesz? - Wszyscy na mnie spojrzeli. Swoją drogą też się dziwnie poczułem. Jestem najmłodszy z braci ale czasami umiem powiedzieć coś sensownego. Spodziewałem się, że Ci nadal będą mi mówić, że mam się uspokoić, ale oni tylko spojrzeli na Manami'ego i pokiwali głowami – czyli byli ze mną. Ten głośno westchnął i jakby już wytrzeźwiał. Wstał i udał się do łazienki. 



***



Roniłam je jedna po drugiej. Mimo chusteczek i wycierania dłońmi, nie chciały przesrać spływać. To okropne uczucie bezradności w takich chwilach dobijało mnie. To, że on tak powiedział znaczy, że tak jest. Obwiniają mnie za to, nie usprawiedliwia go to, że jest pijany, nic go nie usprawiedliwi. Nosz do cholery jasnej! Łzy palą mi twarz. - Przestańcie płynąć! - Krzyczałam w duchu. Nie dało się, to jest okropne. Dlaczego to spotkało mnie, nie prosiłam o to. Nie pisałam się na to. Ile razy mam ich jeszcze za to przepraszać? Ile! Wstałam szybko z łóżka. Podbiegłam do szafki i wyjęłam z niej sznur. Otworzyłam okno i wyskoczyłam. Pokój miałam na parterze. Nie czułam żebym sobie coś zrobiła, nawet nie czułam upadku. Adrenalina po prostu wypływała ze mnie. Wiedziałam, że jak się uspokoję to dopiero poczuję ból. Ściskając mocno sznur w dłoni biegłam przed siebie. Przed wejściem do lasu obejrzałam się za siebie. Po raz ostatni. Wtedy tylko to było dobrym pomysłem. Tylko to było jedynym rozwiązaniem i wyjściem z tej sytuacji. Nie myślałam o niczym ani nikim innym. Nie myślałam, że ktoś może z tego powodu płakać i cierpieć. Nie było na to miejsca w mojej głowie. Jedno i to samo krążyło w głowie i nie chciało się odczepić. A może ja nie dawałam temu się wydostać? Nie mam pojęcia. Chęć popełnienia samobójstwa, wzięła górę. 



***



Z każdym zimnym strumieniem wody, dochodziłem do siebie. Procenty ulatniały się ze mnie. Powoli wszystko wracało. Już wiedziałem co jej takiego powiedziałem. Czym ją tak bardzo dzisiejszego ranka skrzywdziłem i jakiego głupka z siebie zrobiłem. Jak mogłem? Byłem na siebie zły, tak cholernie zły. Przecież ja tego nie chciałem powiedzieć, do ciemnej cholery. Ona mi tego nigdy nie wybaczy, nigdy. Wytarłem twarz i przebrałem się. Chłopaki już poszli do garażu, na tyły domu, bo w domu było cicho, cichutko. Za cicho. Jakieś uczucie..., tego nie da się opisać. Co to było, sam nie wiem. Ukucie w sercu? Dosłownie wyparowałem z łazienki i biegnąc zmierzałem ku drzwiom pokoju Sakury i Tai'ego. - Coś się stało. - Otworzyłem drzwi. 




***



Właśnie miałem wsiąść do samochodu, żeby pojechać po potrzebne lakiery do malowania. Dziękuje Bogu, że w tym kraju, nawet w niedziele są takie sklepy otwarte. Chłopaki już zaczynali pracę. Nagle usłyszałem głośny krzyk Manami. Wołał nas krzycząc. Szybko zamknąłem drzwi i po drodze zawołałem chłopaków. Wszyscy biegliśmy do pokoju, w którym był Manami. Nie miałem zielonego pojęcia co się mogło stać ale wiedziałem, że za chwilę się tego dowiem. Otworzyliśmy wszyscy trzej energetycznie drzwi. Za nimi był Manami i trzymał w ręku jakąś kartkę. Był cały blady i się trząsł. Rozglądaliśmy się po pokoju i jedyne co przykuło naszą uwagę to otwarte na oścież okno. Patrzyłem na niego a on na mnie.

- Co się stało?. - Zapytałem, bo staliśmy tam jak kołki.
- Gdzie Sakura? - Odezwał się Saori.

- Właśnie gdzie ona jest? Co się do cholery stało, mów że! - Prawie krzyknął Tsukiko.

- Manami!

- Uciekła... - Jęknął i podał Saori'emu i Tsukiko kartkę, a sam usiadł na brzegu łóżka.

Ten zaczął czytać po cichu. Coraz szybciej wodził wzrokiem po lekko zgniecionej kartce papieru. Napięcie jakie panowało w tym pokoju... Tego po prostu nie da się opisać. Czuło się jego zapach w nozdrzach. Słyszało się iskierki napięcia w uszach. Nie mogłem dłużej tak stać i patrzeć.

- Co to jest? Od kogo? Od Sakury? Czytaj na głos!

- Od Sakury... To list, list od Sakury... - Wreszcie wydusił przez ściśnięte gardło.

- No ale co tam napisała?

Widać było, że nie może tego powiedzieć, nie umiało mu to przejść przez gardło. Wziąłem ten list i sam zacząłem wodzić wzrokiem po napisanych słowach siostry. Ukradkiem widziałem jak chłopaki chwytają się za głowy i mają przerażone miny. Bałem się tego czego mogłem się za chwilę dowiedzieć.
Shikaku, Manami, Saori, Tsukiko i Tai...                                                                            
Kocham Was nad życie i nigdy bym Was nie zostawiła, lecz teraz widzę, że nie mam innego wyboru. Nawet Wy, Ci których kocham najbardziej na całym świecie, za których bym oddała własne życie i Ci których kocham bardziej niż pomarańcze, Wy też jesteście tacy jak inni. Nie wybaczyliście mi tego, dalej mnie o to obwiniacie a jak tak mocno wierzyłam, że nie winicie mnie już o to, do cholery tak bardzo w to wierzyłam... Widocznie myliłam się. Nie wiem co sobie myślałam, wmawiając sobie, że mi kiedykolwiek wybaczycie. Byłam głupia, czekając na Wasze przebaczenie. Ale ja już nie mam sił Was za to przepraszać. Jest tyle rzeczy o których chciałabym z Wami pogadać lecz nie umiem. Nie wiem dlaczego... Nie chcę Wam już nigdy przeszkadzać ani rujnować Wam życia. Nie chcę przypominać Wam morderczyni ani zabójczyni... Przypominać osoby, która zabiła własnych rodziców. Dlaczego żegnam się z Wami..." 
Zgniotłem kartkę, już i tak pogniecioną, w małą kuleczkę i wyrzuciłem. Łzy same napływały mi do oczu. Nie mogłem uwierzyć w to co przed chwilą przeczytałem, nie wiedziałem co mam robić. Cały byłem jak z galaretki.  
Choć ciężko mi jest, ale nie mam innego wyboru. Na tym świecie nie ma już dla mnie żadnego życia, nie ma powodu, dla którego bym miała rano wstawać i wieczorami zasypiać. Po prostu zapomnijcie o mnie, co pewnie nie będzie trudne. I tak dawno straciliście swoją siostrę, ja już nie jestem tą Sakurą co kiedyś. Zegnajcie Kochani...
- Ona chce popełnić samobójstwo. - Powiedziałem po chwili. - Nie możemy do tego dopuścić, musimy iść ją szukać, musimy ją znaleźć. - Zakomunikowałem.

- Dokładnie, idziemy.

- Ale ktoś musi tutaj zostać żeby powiedzieć o wszystkim Shikaku...

- Ja zostanę, a Wy idźcie. 
 Tsukiko został a ja z Saori'm i Manami udaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy przed siebie. Nie wiedzieliśmy gdzie ona może być, co jej w ogóle przyszło na myśl. Jeździliśmy po całym mieście. Na marne. 

***

Biegłam w lesie. Było późno, mgła zaczynała osiadać na ziemi a lekki przymrozek dawał o sobie znaki. Nie wiem czy mnie szukają, czy w ogóle wiedzą, że uciekłam. Nie obchodziło mnie to. Nadal miałam w głowie tylko jedną myśl – samobójstwo. Zeskoczyłam z pnia i poczułam piekielny ból w lewej kostce. Adrenalina przeszła już dawno i zaczął się odzywać uraz, po wyskoczeniu z okna w domu. Przystanęłam na chwilkę. Kucnęłam i odsłoniłam bolące miejsce. Widok nie był pociągający. Cała kostka była spuchnięta i zaczerwieniona. Na pewno była skręcona bądź złamana. Nie mogłam się teraz poddać. Znalazłam jakiś patyk i usztywniłam nim dolną część nogi. Jakoś się trzymało. Na razie. Zacisnęłam żeby i popatrzałam na sznur. Cel był jasny i nadal aktualny. Żadna kostka mi nie przeszkodzi. Mrok zapadł na dobre. W lesie było wilgło, duszno, ciemno i zimno. Było około 23. Szłam powoli przez ciemną ścieżkę, szukając odpowiedniego drzewa i gałęzi. Jak na złość nigdzie nic nie było. Ciągle chodziło mi po głowie, dlaczego mnie nikt nie szuka? Nie chcą mnie już? A może zrobili tak jak ich prosiłam w tym liście. Może mnie posłuchali, to nawet lepiej. Nie będzie żalu. A może mnie szukają, tylko znaleźć nie mogą. W końcu sama nie mam pojęcia gdzie jestem. No w lesie, ale gdzie? W jakiej jego części? Nie wiem. Zresztą teraz to jest nieważne, to się nie liczy. W chwili obecnej już nie mam żadnego celu w życiu, prócz tego jednego. Znalazłam. Znalazłam moją odpowiednią wybawicielkę – gałąź. 


***

Jeździliśmy po całym mieście jak głupki, ale musieliśmy ją znaleźć. Jakieś 2-3 godziny temu dołączyli do nas Tsukiko i Shikaku. Nie mógł uwierzyć w to co się stało. Rozdzieliliśmy się. Ja i Saori szukaliśmy dalej po mieście, a Tsukiko i Shikaku pojechali w stronę lasu. Pytaliśmy ludzi, dzwoniliśmy po domach w środku nocy. Nie był to zbyt dobry pomysł ale nie mieliśmy wyjścia. Nasza jedyna siostra zaginęła z naszej winy. Gdybyśmy się poddali, rodzice nam by tego nigdy nie darowali. Byliśmy tym wszystkim wszyscy już zmęczeni, ale nie dawaliśmy za wygraną.



***

 - Jak on tak mógł powiedzieć? - Nie umiałem tego pojąć, no jak mu to do głowy przyszło. I on jest tym najrozsądniejszym? Bujdy na resorach. Z drugiej strony, nie powinienem w taki sposób o nim myśleć. Każdy to mógł powiedzieć, szczególnie po imprezie. A że akurat padło na niego... No cóż. Ja nie ukrywam bo sam jak byłem mały to miałem do niej żal. Pf... Żal... Nienawidziłem ją za to. Ale potem zrozumiałem słowa ojca i przestałem. To nie jest jej wina, że oni nie żyją. Do cholery nie jej i ona powinna to wiedzieć. Jak ona mogła wziąć do siebie jego słowa. Po jaką cholerę? Jest taka jak mama. Wszystko bierze do siebie. Często i czasami bez powodu się wzrusza. Są takie podobne.

- Shikaku!. Chodź tutaj!. - Zawołał mnie Tsukiko.

- O co chodzi ?

- Czy to nie jest przypadkiem szalik Sakury? - I podał mi zielonkawy, cieniutki szalik. Przyłożyłem go do nosa. Tak to było jej. Każdy milimetr tego ubrania był nasycony jej zapachem.

- To znaczy, że gdzieś tutaj w tym lesie może być.

- Dokładnie, powiadomię chłopaków.
Noc była nie miłosiernie zimna. Szukaliśmy ją i szukaliśmy. Po całym lesie, nigdzie jej nie było. Dochodziła godzina 3:45. Postanowiliśmy zadzwonić na policję. Ci powiedzieli, że zajmą się tym z samego rana. Trochę nam to nie było na rękę, więc prosiłem ich żeby zaczęli już, lecz musi minąć jakiś okres czasu, aby mogli zacząć poszukiwania. Krzyczeliśmy jej imię jak tylko głośno mogliśmy. Odpowiadało nam echo. Nigdzie jej nie było, nigdzie. Stwierdziliśmy, że pojedziemy do domu, na chwile się prześpimy a z rana wraz z policją zaczniemy jej szukać. Mamy jej ubrania, więc psy nie powinny mieć większego problemu ze znalezieniem jej.



***



Było tak cholernie zimno. Słońce powoli wychodziło. Lecz nadal było ciemno. Wszystko było gotowe. Sznur zawieszony a pod nim pień abym mogła jakoś dosięgnąć sznurka. Wszystko było, tylko mnie brakowało w roli głównej. Czyżbym się rozmyśliła? Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam tego zrobić. Ile razy wychodziłam na pień i zakładałam pętlę na szyi, to zaraz ją zdejmowałam. Nie umiałam pozbawić siebie życia. Już nie, a przecież jeszcze parę godzin temu byłam tego absolut nie pewna. Byłam pewna tego czego chciałam się dopuścić. A teraz jakby to ze mnie wyparowało. Bałam się ciemności, otchłani i samotności. Coraz bardziej dopadała mnie senność, a ból kostki w ogóle nie ustępował. Ciągle tylko bardziej puchła. Nie umiałam wytrzymać. Słoneczko coraz bardziej się wychylało. Byłam zdesperowana, nie wiedziałam co mam zrobić. Całe moje bezsensowne życie stanęło mi przed oczyma. Jak film. Jak dramat z wątkami horroru. Z daleka usłyszałam szczekanie psa. - Więc nie poddają się? - Przemknęło mi przez myśl i uśmiechnęłam się do siebie. Teraz to i tak nie było ważne. Zdesperowana i roztrzęsiona weszłam chwiejnym krokiem na pień. Szczekanie i głosy było słychać coraz bliżej. Drżącymi i zimnymi dłońmi założyłam na szyję pętle. Popatrzyłam po raz ostatni na wschód słońca, później przed siebie. Widziałam już policję, a nawet jednego z braci. To był chyba Shikaku. Krzyczał coś do mnie. Pies wąchał mi stopę. W jednej chwili odechciało mi się tego. Chciałam żyć i cieszyć się życiem. Chciałam im przebaczyć i pogadać. Chciałam poznać tajemnicę jaką przede mną skrywali. Chciałam zejść, lecz nic już nie poczułam pod stopą. Zawisłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz